Konrad Adamczuk: Podwyżki systemu E-TOLL sięgające nawet 40% to dla wielu firm transportowych nie kolejny koszt, lecz punkt graniczny. Branża od lat działała na minimalnych marżach. Dziś okazuje się, że margines bezpieczeństwa po prostu nie istniał.
Jak wskazuje Transport i Logistyka Polska, zmiany w systemie E-TOLL uderzają nie tylko w przewoźników, ale w całą gospodarkę. Transport jest fundamentem łańcucha dostaw - każdy wzrost kosztu po stronie przewoźnika wcześniej czy później zostaje przerzucony dalej. Problem polega jednak na tym, że znaczna część firm wchodzi w ten etap osłabiona finansowo.
Branża, która przyzwyczaiła się do zbyt niskiej ceny
Kilka-kilkanaście lat temu rynek transportowy przeżywał ogromny boom. Powstawały setki firm, leasing był łatwo dostępny, floty rosły dynamicznie. W momencie pierwszych spowolnień przedsiębiorcy zaczęli konkurować przede wszystkim ceną. Chodziło o utrzymanie płynności i „zatrzymanie gotówki w firmie”. Marże systematycznie malały, a rynek przyzwyczaił się do coraz niższych stawek.
To, co miało być strategią przetrwania, stało się standardem rynkowym.
Z naszych audytów firm transportowych wynika, że najczęściej liczona jest marża brutto, natomiast marża netto - uwzględniająca finansowanie floty, serwis, amortyzację, koszty administracyjne, podatki i realny koszt kapitału - bardzo często nie jest analizowana w sposób systemowy.
Efekt? Firma generuje obrót, ale nie generuje zysku.
Dziś, przy 40-procentowym wzroście kosztów E-TOLL, brak precyzyjnej kontroli finansowej staje się czynnikiem krytycznym.
Najbardziej zagrożeni: mali przewoźnicy
Dane rynkowe pokazują skalę problemu:
74% małych firm nie może podnieść cen.
63% działa na granicy opłacalności.
Najbardziej narażone są przedsiębiorstwa posiadające do 10 pojazdów. To one w największym stopniu odczują wzrost kosztów stałych, bo nie mają efektu skali ani poduszki finansowej większych graczy.
Możemy spodziewać się:
- przejęć i konsolidacji rynku,
- bankructw najmniejszych podmiotów,
- jeszcze większej dominacji dużych operatorów,
- spadku elastyczności cenowej i presji na dalsze obniżanie stawek.
Podwyżki nie wyeliminują firm nieefektywnych operacyjnie. Wyeliminują te, które nie miały policzonej rentowności.
Logistyk kosztowy - rola, która zyska na znaczeniu
W obecnej sytuacji kluczowe staje się coś, co jeszcze niedawno było traktowane jako dodatek - pełna kalkulacja kosztowa.
Omijanie płatnych tras może wydawać się intuicyjną reakcją, w praktyce zaś może oznaczać:
- wydłużenie czasu dostawy,
- większe spalanie (więcej hamowań i przyspieszeń),
- mniejszą rotację pojazdu,
- wyższy koszt operacyjny całego zlecenia.
Bez precyzyjnych kalkulatorów kosztów decyzje będą podejmowane „na wyczucie”.
A intuicja przy marży rzędu 2–3% przestaje wystarczać.
Na znaczeniu zyska logistyk kosztowy - osoba, która potrafi policzyć rentowność każdej trasy, każdego klienta i każdego kilometra. Wzrośnie też presja na ograniczanie pustych przebiegów, co zwiększy odpowiedzialność po stronie spedytorów.
To nie E-TOLL jest największym problemem
Wzrost kosztów jest impulsem, ale nie przyczyną strukturalną. Prawdziwym problemem wielu firm jest brak uporządkowanej kontroli finansowej i brak odpowiedzi na podstawowe pytanie: gdzie naprawdę zarabiamy, a gdzie dokładamy do biznesu?
Transport zawsze był branżą niskomarżową.
Niska marża nie oznacza jednak braku zysku; oznacza konieczność absolutnej precyzji w liczeniu kosztów.
Dzisiejsza sytuacja jest testem dojrzałości zarządczej. Firmy, które wiedzą, ile realnie kosztuje je kilometr, które liczą rentowność klienta i potrafią renegocjować warunki finansowania floty, przetrwają.
Te, które przez lata operowały wyłącznie na obrocie i intuicji, mogą nie wytrzymać kolejnego wstrząsu.
Ostatecznie pytanie nie brzmi: „czy koszty wzrosną?”.
Pytanie brzmi: kto naprawdę wie, ile zarabia na jednym kilometrze?