Konrad Adamczuk: Na koniec 2025 roku zadłużenie polskich firm przekroczyło 45 miliardów złotych. Problem dotyczy już ponad 309 tysięcy przedsiębiorstw, a średni dług wynosi blisko 146 tysięcy złotych. To nie jest chwilowe zachwianie rynku. To jest sygnał, że ogromna część firm przez lata działała bez realnej kontroli nad tym, gdzie zarabia, a gdzie traci.
Skala problemu jest duża. Ale jego źródło jest dużo głębsze
Dane są jednoznaczne:
- ponad 45 mld zł zaległości firm,
- 309 tys. zadłużonych przedsiębiorstw,
- średnie zadłużenie na poziomie ok. 145-150 tys. zł,
- największe problemy w branżach: handel, przemysł, budownictwo i transport.
To jednak tylko warstwa widoczna.
Dług nie powstaje dlatego, że rynek nagle się pogorszył, tylko dlatego, że wcześniej firma nie miała kontroli nad własnym modelem działania.
Lata prosperity zbudowały złudzenie bezpieczeństwa
Przez długi czas wszystko się zgadzało. Był popyt, były zamówienia, więc rosły:
- zespoły,
- leasingi,
- koszty operacyjne,
- abonamenty,
- usługi zewnętrzne.
Nie było presji, żeby to dokładnie analizować.
Dopóki przychód się zgadzał, nikt nie zadawał pytania: czy to w ogóle jest rentowne.
Dziś, przy słabszym popycie, presji kosztowej i konkurencji cenowej, okazuje się, że wiele firm działało na granicy opłacalności - tylko wcześniej tego nie widziało.
Największy błąd: brak realnego liczenia rentowności
To jest kluczowy moment. W ogromnej liczbie firm:
- analizowany był wynik „na koniec”,
- ale nie była liczona rentowność projektów, klientów czy działań.
Efekt? Firma generuje obrót, ale nie generuje zysku. Pracuje, ale nie buduje gotówki.
To dokładnie ten mechanizm, który wcześniej był widoczny np. w transporcie, gdzie firmy liczyły marżę powierzchownie, a nie uwzględniały pełnych kosztów operacyjnych. I to jest problem systemowy, nie branżowy.
Firmy próbują ratować się sprzedażą. I to pogłębia problem
Naturalna reakcja jest jedna: „sprzedajmy więcej”.
Tylko że większy obrót nie oznacza większej gotówki.
Jeżeli:
- projekty są źle wycenione,
- koszty są za wysokie,
- operacyjnie firma traci na jakości i terminowości,
to zwiększanie sprzedaży działa jak przyspieszanie samochodu z uszkodzonym silnikiem.
Efekt widać w danych:
- rośnie liczba zadłużonych firm,
- rośnie wartość zaległości,
- firmy działają, ale nie wychodzą z problemu.
Dług to efekt łańcucha błędów, nie pojedynczej decyzji
Z mojego doświadczenia ten proces wygląda bardzo podobnie w większości firm:
1. Tolerowanie drobnych nieefektywności
Każda z osobna jest „do przełknięcia”.
2. Brak odpowiedzialności za wynik
Decyzje się przeciągają, nikt nie bierze ich na siebie.
3. Słaby przepływ informacji
Błędy są widoczne za późno.
4. Brak kontroli rentowności
Firma nie wie, gdzie traci pieniądze.
5. Reakcja: więcej sprzedaży
Zamiast poprawy modelu.
6. Efekt końcowy: zadłużenie
I walka o płynność.
Dług pojawia się na końcu. Nigdy na początku.
Najbardziej niepokojące: firmy zaczynają akceptować dług
To jest moment krytyczny. Część przedsiębiorstw:
- działa w permanentnym stresie,
- przesuwa płatności,
- liczy na odbicie rynku,
- przyzwyczaja się do zadłużenia jako „normy”.
To jest bardzo niebezpieczne.
Firma nie wychodzi z długu, kiedy zaczyna go traktować jako stały element biznesu.
Sprzedaż nie pomoże, jeśli organizacja nie dowozi
W wielu firmach handlowcy chcą sprzedawać więcej, ale:
- jakość nie jest wystarczająca,
- terminy się rozjeżdżają,
- reklamacje rosną,
- procesy nie działają.
I wtedy sprzedaż przestaje być rozwiązaniem.
Sprzedaż nie naprawia chaosu, tylko go szybciej ujawnia.
Kończy się era zarządzania „na wyczucie”
To jest najważniejszy wniosek.
W dzisiejszych warunkach firma musi:
- znać swoją realną marżę,
- wiedzieć, gdzie zarabia, a gdzie traci,
- mieć kontrolę nad kosztami,
- mieć jasno przypisaną odpowiedzialność,
- podejmować szybkie decyzje,
- działać na danych, a nie intuicji.
Bo przy tej skali zadłużenia i presji rynkowej intuicja przestaje wystarczać.
Puenta
45 miliardów złotych długu nie jest problemem samym w sobie. To jest rachunek za lata zarządzania bez kontroli nad rentownością, kosztami i procesami.
Dopóki firmy nie zaczną odpowiadać na pytanie, gdzie naprawdę zarabiają, każda poprawa koniunktury będzie tylko chwilową ulgą — a nie realnym rozwiązaniem.


